Katania dzieli ludzi z taką samą siłą jak Majonez Kielecki i Majonez Dekoracyjny dzielą polskie społeczeństwo. Jedni zachwycają się Katanią już po pierwszym spacerze między jej obdrapanymi kamienicami i barokowymi budynkami, inni przecierają oczy ze zdumienia. No bo przecież jak to jest możliwe? Na Sycylii, wyspie słońca i włoskich cudów może być tak strasznie nijako?
Ja zaliczam się do drużyny numer jeden – Katania jest według mnie absolutnie czarowna. Ma tyle samo brudu pod paznokciami co Neapol, a że ja bardzo sympatyzuję z takimi brudaskami na każdej szerokości geograficznej, czułam się tutaj wprost wspaniale! Moja głowa w nieporządku i chaosie odnajduje mnóstwo uroku, a Katania taka właśnie jest – głośna, niepokojąca, trochę brzydka, ale jednak ładna. Wszystko to tworzy interesującą układankę, którą chce się układać po swojemu.
Co warto zobaczyć i zrobić w Katanii? Czy dwa dni w tym mieście to dobry pomysł na sycylijską podróż? A sprawdźmy to!
Katania – przewodnik po mieście bez ładu i składu
Targ rybny w Katanii
Targ rybny w Katanii znajduje się w samym sercu miasta, w sąsiedztwie Piazza del Duomo, historycznego centrum Katanii. Wejścia na targ rybny szukajcie tuż za barokową fontanną Amenano. Jak głosi historia, fontanna wzięła nazwę od rzeki Amenano, która kiedyś płynęła w tym samym miejscu. Powstała głównie po to, żeby ozdobić funkcjonujący tu niegdyś rynek, a także, aby pomóc handlarzom ryb w zmywaniu nieczystości oraz krwi po dniach targowych. Tuż za fontanną rozciąga się taras widokowy, z którego możecie podziwiać cały targ. To miejsce jak w soczewce skupia wszystko co włoskie – krzyki, gorączkowy zgiełk i chaos. Całość skąpana jest w zapachu parujących od rozgrzanego powietrza wulkanicznych kamieni, który przenikając się z zapachem świeżych ryb i owoców morza daje mieszankę wprost wybuchową dla naszego nosa.
Targ rybny w Katanii to jedna z największych atrakcji turystycznych miasta, a także jeden z największych targów na Sycylii, na którym atmosfera podobno nie zmieniła się od setek lat. Jeśli lubicie tętniące codziennością miejsca, gdzie zwykłe zakupy wyglądają jak uliczny teatr, targ rybny to Wasze absolutne must see w Katanii! Targ czynny jest codziennie (za wyjątkiem niedzieli) od 07.00 do 14.00.
Zachód słońca z widokiem na Etnę? Św. Agata pomoże!
5 EUR i pokonanie kilkuset krętych oraz stromych schodów – tyle Wam potrzeba, aby znaleźć się na kopule kościoła opactwa św. Agaty i przeżyć jeden z piękniejszych zachodów słońca w Waszym życiu! Wyobraźcie sobie dachówki otulone ciepłym światłem zachodzącego słońca, spacer wokół kopuły, która zdaje się być niezabezpieczona niczym, ale Wy się w sumie tym nie przejmujecie, bo widoki z każdej strony zapierają dech bardziej, niż te liche barierki, a do tego górująca nad wszystkim Etna. Brzmi dobrze? Bo jest dobre!
Jeśli miałabym powiedzieć, co warto zobaczyć w Katanii jako punkt obowiązkowy, to byłaby to zdecydowanie wizyta tutaj. Mnie tam zatkało z wrażenia i nie dlatego, że musiałam się wspiąć po niebotycznie wąskich schodach, ocierając się przy tym o jakiś obcych ludzi, ale dlatego, że Katania widziana z góry, jest jeszcze bardziej intrygująca jak z dołu!
Godziny otwarcia kopuły trzeba sprawdzać na bieżąco, bo są jakieś totalnie dzikie i wydaje mi się, że niewspółgrające z tym, co napisane na rozkładzie. Mnie udało się wejść o godzinie 18.00 w niedzielę. Polecam ustawić się wcześniej w kolejce, bo chętnych na tę magię jest sporo.
Streetart w Katanii – daję lajka!
Jak na brudaskowe miasto przystało – artystyczny pazur sztuki ulicznej drapie mury i zaułki również tutaj. Nie jest to co prawda sztuka wieloformatowa, gdzie murale wbiją Was swoją niezwykłą formą w ziemię, ale moim skromnym zdaniem, Katania potrafi zaskoczyć w kwestii streetartu bardzo miło!
Są przesmyki między barokowymi budynkami, gdzie nagle wpada się w niepozorną uliczkę pełną instalacji artystycznych i malunków, albo do obdrapanego budynku, w którym ktoś wypuścił swój kreatywny strumień myśli. Są też fajowe drzwi z balonami, kolorowe parasolki, uśmiechnięte gąsienice zrobione ze starych puszek i Jezus z oponami. Streetartowo daję Katanii 8/10, bo jak powiedział mój towarzysz tej podróży – zawsze trzeba zostawić miejsce na samodoskonalenie:)
Szlajando po uliczkach Katanii
A skoro jesteśmy przy streetarcie, to kolejnym pomysłem na Katanię jest zwykłe, nieśpieszne szlajando po jej zakamarkach. Katania to taki pomieszanie z poplątaniem, więc śmiało mogę powiedzieć, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Można trafić na fajny targ staroci, wpaść na lokalny targ warzyw i owoców, popatrzeć jak miły pan na straganie walczy z cielęcą giczą, pogłaskać pomnikowego słonia za uszkiem, zaglądnąć do któregoś z licznych barokowych kościołów i pałaców, a nawet zamek odwiedzić! Można też zawędrować do portu, mijając po drodze ciasne uliczki z do bólu włoskim obrazkiem – trzepoczącym na wietrze praniem rozwieszonym między oknami.
Co prawda, muszę ze smutkiem przyznać, że im dalej na spacer, tym można poczuć się trochę nieswojo. Przed przyjazdem tutaj czytałam artykuł o kryzysie migracyjnym w Katanii i niestety jest on dość mocno widoczny na ulicach miasta. Kilka razy podczas takiego włóczenia się, trafiłam do dzielnic, z których dość szybko zawracałam na główny trakt, bo zupełnie nie czułam się bezpiecznie. W podróży zawsze staram się mieć otwartą głowę, wolną od uprzedzeń i stereotypów, niemniej jak mój wewnętrzny alarm dzwoni mi tuż przy uchu, na środku bocznej uliczki pełnej nieprzyjaznych spojrzeń, to nie udaję, że to tylko jakieś wyimaginowane niedogodności, ale go słucham. W Katanii kilka razy mi się to zdarzyło, więc polecam włóczonko, ale takie z oczami szeroko otwartymi i rozwagą:)
