Tasmania ma w sobie wszystkie składniki potrzebne do tego, aby organizm człowieka prawidłowo i zdrowo się rozwijał. Jest tu dziko i diabelsko malowniczo. Podróżując po Wyspie Kangura czyli Kangaroo Island mówiłam mojemu towarzyszowi podróży, że oto właśnie znaleźliśmy australijski raj na ziemi, no bo przecież gdzie może być ładniej?
Jestem przekonana, że Tasmania stała wtedy za drzwiami i nas podsłuchiwała. Przywdziała najlepsze ciuchy z szafy i zrobiła nam takie powitanie, że w dniu wyjazdu z Tasmanii miałam łzy w oczach i nie chciałam wracać. Ani na kontynent, ani do Polski, a Kangaroo Island już mi się nie wydawała rajem. Bo Tasmania to raj. Z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa uważam, że to najpiękniejsze miejsce w całej Australii.
I gdybym wiedziała wcześniej, że Tasmania jest taka fantastyczna, taka dziewicza i taka nieprawdopodobnie zachwycająca to olałabym wszystko inne i cały australijski pobyt spędziła na tej wyspie. Ale gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem, prawda?
Tasmania to Australia z pocztówek. Tydzień na wyspie to mało. Ba! Miesiąc to mało! Nie zobaczyłam wszystkiego co chciałam, nie dotarłam wszędzie, gdzie chciałam. Muszę wrócić i to szybko. Najlepiej już, teraz. Optymalnie byłoby zamieszkać w tym siedlisku dzikich zwierząt, natury i oczopląsowych widoków.
Co warto zobaczyć na Tasmanii i dlaczego koniecznie trzeba ją odwiedzić? Chodźcie poczytać!
Tasmania – 10 najpiękniejszych miejsc, które warto odwiedzić na wyspie!
Bicheno i diabły tasmańskie
Wildlife Park w miejscowości Bicheno na Tasmanii to sanatorium dla diabłów tasmańskich i innych australijskich zwierzątek. Dochodzą tutaj do siebie w głównej mierze po wypadkach samochodowych. Grupa totalnych zapaleńców założyła park, gdzie w otoczeniu lasów, oceanu i laguny zwierzęta uczą się świata od nowa. Niestety, populacja diabłów tasmańskich dramatycznie spada. I duży procent jest wynikiem ludzkich działań.
Diabły tasmańskie oprócz tego, że dziesiątkowane są przez rzadką chorobę, to często giną pod kołami samochodów, albo ulegają poważnym obrażeniom z powodu potrąceń. I tutaj na pomoc przybywają pracownicy parku w Bicheno. Kontrolują ich rozwój, prowadzą obserwację i leczą. Część z diabłów czasem wraca do swojego naturalnego środowiska, a część zostaje w parku na zawsze, gdyż już nie dadzą sobie rady same na wolności. Ale mają tu naprawdę dobrze. Ich opiekun jest w nich tak zakochany, że słowo daję – traktuje je jak własne dzieci.
Oprócz diabłów tasmańskich w Bicheno mieszka kolczatka Einstein, która sącząc koktajl ze świerszczy i karaluchów czeka, aż odrosną jej wszystkie igły. Jej brat z kolei oczekuje na całkowitą regenerację pyszczka, którego pogryzł mu pies. Są też rozbestwione do granic możliwości kangury, które uratowano z wypadków.
Ten park to totalnie fantastyczne miejsce! Odwiedźcie go koniecznie i tym samym wspomóżcie walkę z ratowaniem dzikich zwierząt – tylko tyle i aż tyle możemy zrobić dla tych zwierzaków!
Park Narodowy Narawntapu na Tasmanii
Gdyby nie to, że pogoda pokrzyżowała mi plany związane z Cradle Mountains to pewnie nigdy bym tu nie trafiła. Jednak wszyscy wiemy, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Najpiękniejsze góry na Tasmanii tego dnia spowite były ciężką mgłą i deszczem. Smutek zalał mą duszę, a pulchne policzki to nie od deszczu mokre były, lecz od łez. Jakżem sobie zwizualizowała, że nie zobaczę jeziora St. Clair, to wpadłam w czarną rozpacz. Wtem, mój towarzysz drogi zakrzyknął – weź wyciągnij mapę! Gdzieś tutaj musi być jakaś inna miejscówka godna naszej uwagi!
I tak właśnie trafiliśmy do Parku Narodowego Narawntapu. W tym miejscu, na samym środeczku północnego krańca Tasmanii z powodzeniem można sobie nucić ” jaki tu spokój na na na na, nic się nie dzieje na na na na”. Byliśmy tylko my, dzikie ptaki i jeszcze dziksze zwierzęta. Oraz śmiertelnie jadowity wąż w krzakach.
Potem musieliśmy wdrapywać się na wydmy i łazić po australijskim buszu, żeby w końcu dotrzeć do szerokiej i pustej plaży. Wiatr rysował na piasku ślady, ptaki darły się w niebogłosy, a mnie jakby troszku mniej było smutno.
Jeśli kręcą Was zagadnienia endemicznej fauny i flory, to tutaj wprost oszalejecie! Jeśli chcecie trafić na prawdziwe, tasmańskie zadupie – proszę bardzo – oto jest!
Winnice na Tasmanii – spróbujcie doskonałych win z Tasmanii!
Wino na Tasmanii ma całkiem klawe życie. Rosną sobie takie winogronka w nieskazitelnie czystym powietrzu, podlewane są jeszcze bardziej czystą wodą i niemal codziennie karmione są słońcem. Wszystko w smaku tasmańskich win ma znaczenie. To, że w lasach eukaliptusowych mieszkają papugi i pająki. To, że czerwona gleba jest bogata w żelazo, a winnice położone są na łagodnych zboczach.
Kiedy bierzecie łyk schłodzonego białego wina, lub kiedy bąbelki z musującego trunku robią Wam nieporządek w głowie – wszystkie te puzzle układają się na Waszym języku w jedną całość. Tasmania oferuje doskonałe w smaku Chardonnay, Pinot Noir i słynne wina musujące.
Winnice na Tasmanii rozsiane są po wyspie tak gęsto, że w głowie już układacie sobie tekst na pierwsze spotkanie AA. Najlepsze wina produkuje się w północnej części wyspy, w obrębie Pipers River. Tutaj to w ogóle znajdziecie najpiękniejsze winnice na Tasmanii – Pipers Brook Vineyard i Jansz Tasmania. We wszystkich możecie się zatrzymać, pospacerować po okolicy, a potem spróbować, powąchać i kupić lokalne wina. Cudowną winnicą jest również Devil’s Corner – Jaki ona ma epicki widok na okolicę! Jadąc na Tasmanię przygotujcie się na testowanie i solidne zakupy!

